To jest blog traktujący o życiu dookoła mnie. Osoby występujące są rzeczywiste a wydarzenia opisywane miały miejsce.
Zakładki:
Moje inne
Polecam
niedziela, 22 stycznia 2017
Areszt domowy kontra bzium

Jak nie smog, to gorączka. Marny ten styczeń dla nas. Całe szczęście, że w poprzednią sobotę zdołaliśmy pokazać Małej trochę białego szaleństwa. Sanki  w lesie. Bajkowa sceneria. Wolna jazda Małej nie kręci, musi być szybko („Mama! Bzium!!!).  Więc Mama gna przez las jak klępa. Szkoda, że mało tej zimy dla nas w tym roku. Lubimy to wspólne bzium.

Pierwsze poważne zdanie

„Mamo daj misia”. Oto ono. W wolnym tłumaczeniu znaczy: daj mi pierniczka w kształcie misia. Pierniczki piekłyśmy same i były to pierwsze prawdziwe słodycze, które Mała jadła. W drodze świątecznego wyjątku oczywiście.

niedziela, 04 grudnia 2016
Mała w Zoo

Zoo odwiedziliśmy pierwszy raz w listopadzie. Wcześniej nie było okazji. Mała zachwycona. Na pytanie, co widziała, zawsze odpowiada, że kicię i rybę. Ja ostatni raz w tym zoo byłam 32 lata temu.  I to mnie przeraża, że mogę powiedzieć dziecku: „ Córcia, mama tu była ostatni raz trzy dekady temu”. Tak, mama pamięta poprzedni wiek, czasy tak dawne, że historii podręczniki nimi wypełnione. A przecież tak niedawno to było. Bzium, jak mawia Mała, tak szybko to minęło.

Powrót do pracy
Genialne jest to, że nagle mało zaczynają cię obchodzić różne rzeczy. Nagle czujesz lekkość. I wolność. Uwalniasz się od muszę. Nie jest idealnie, o nie, takich cudów nie ma, ale przecież wiesz, że tu i teraz jest najważniejsze, więc dbasz o to, aby było fajne. Wiele rzeczy od nas nie zależy, ale zawsze zależy od nas jak reagujemy na to, co od nas nie zależy. To jest potęga. Umieć jedno rozróżnić od drugiego. I nie tracić energii na bzdury.
Kiedy ma się dziecko

Łatwo stwierdzić, co ważne w życiu, kiedy ma się dziecko. Zdrowie jest ważne. Miłość jest ważna. Spokój jest ważny. Nie ma rozbieganych myśli, pogoni za sensem. Życie staje się zbyt dynamiczne, nie ma czasu na puste rozważania. Nie trzeba szukać. Wszystko staje się jasne. Życie się komplikuje i upraszcza jednocześnie. Niebywały fenomen.

Mała jest wspaniała. Niby chodzi do żłobka, ale tak naprawdę więcej dni w miesiącu spędza w domu kurując się z kolejnych chorób odżłobkowych. Prawdziwa gehenna. Wyjścia jednak innego nie ma, więc staramy się przetrwać ten czas chorobowy. Wszyscy mówią, że to normalne, że tak musi być, że oni mieli tak samo. Może i tak. Ale moja Mała to moja Mała, nie chcę, żeby chorowała i się męczyła. Cóż jednak czynić.

poniedziałek, 20 czerwca 2016
Hauspotterka

Mała poznaje zwierzątka. Widziała już w różnych okolicznościach konie, osły, owce, krowy, kury, kaczki, gęsi, psy, koty, żaby, zaskrońce, bociany, sójki, pliszki i inne ptaki. Ale z tej całej arki najważniejszy jest pies, zwany HAU. Mała jest Hauspotterką. Potrafi wypatrzyć psa, którego nikt inny nie zauważa. Gdzieś za krzaczkiem trzy posesje dalej, w Lidlu na podniebnej reklamie. Dostrzega psa i oznajmia światu HAU. Kiedyś mówiliśmy, nie, nie, tu nie ma pieska. Ale teraz już nie, wiemy, że jak Mała mówi, że Hau jest, to gdzieś jest, tylko my duzi ludzie go nie widzimy, bo jesteśmy za mało spostrzegawczy.

Szybko
Wszystko szybko. Czas biegnie. Mała rośnie. Dzień mija. Od czasu pełnej mobilności Małej wszystko jest jeszcze szybsze. Nie ma czasu na nic. Sprzątanie, gotowanie, spotykanie, pisanie. Wszystko gdzieś umyka. Wszystko po łebkach i w biegu. Tylko Mała na spokojnie. Powoli wstajemy, powoli toaletę odbywamy, powoli jemy, na spacer powoli się wybieramy. Suma tych powoli daje jednak jakiś pęd. Niebywałe.
środa, 13 kwietnia 2016
Co w parku piszczy?

Park ożył. Nie będę tu truć o oczywistościach, że listki i zawilce. Owszem wiosennie jest. Ale niusy mrożące krew w żyłach są następujące: wypatrzyliśmy nową kaczkę, która okazała się po analizie nieornitologicznej krzyżówką krzyżówki z mandarynką, wczoraj przeraziły mnie dwa zaskrońce, jeden nie chciał zejść ze ścieżki, drugi płynął przez staw wprost na nas, prawdziwa inwazja.

O podziałach w Wielkanoc

Pojechaliśmy do kościoła. Do Podkowy, bo tam na zewnątrz można z Małą stać i pełnoprawnie uczestniczyć. Wszystko pięknie. Słonko. Ciepło. Ksiądz mówił o podziałach.  Że my, Polacy, dzielić się nie powinniśmy dać, tych co dzielą i jątrzą nie słuchać mamy. Szczególnie nie słuchać należy tego, co media niepolskie mówią, te podstępne media przez obcy kapitał posiadłe. Na szczęście w Podkowie, zdaniem księdza, jest największy w kraju odsetek ludzi z wyższym wykształceniem, którzy wiedzą, co czytać i oglądać, aby podstępnemu wrogowi pod podział się nie podłożyć. Intelektualiści górą ponad podziałami.

Duża panna

Rok minął. Była pierwsza świeczka, pierwsze balony i gości cały dom. Niewiarygodne. Bo przecież Mała rodziła się chwilę temu. A tu taka duża panna. Na niezależność się wybija. Po placu zabaw chodzi sama, maminy paluszek odtrąca. Wszystko dzielnie zwiedza, zagląda do szafek, wspina się na zjeżdżalnię, rowerkiem dumnie mknie przez skrajowe chodniki.  To już nie dzidzia żadna. Nie, nie.

poniedziałek, 21 marca 2016
Rok z Małą

Mija właśnie. Ten rok pierwszy. Piękny. Magiczny. Wspominamy, wzruszamy się. A pamiętasz, jak się mieściła na tej poduszce. Chodź. Przyłożymy. O, patrz. Dwa razy dłuższa. A na przewijaku? To samo. Nogi wystają. Czas. Czas. Czas. Mknie jak szalony. My się starzejemy. Mała rośnie. Nie robię nic szczególnego, a ciągle coś robię. Nie mam czasu na nic nadprogramowego. Pisanie tu w harmonogramie się nie mieści. A szkoda. Po ósmej padam. Senność i niemoc  mnie ogarniają. Koniec nocnomarkowania.  Ale ta Mała. Taka piękna. Taka najważniejsza. Nie żal dawnego życia. Teraz lepiej.

sobota, 27 lutego 2016
Co tam słychać?

Ach,  wiele się dzieje. Mała rośnie, usamodzielnia się, krzykiem wybija się na niezależność. Wie, czego chce. Wie, jak to osiągnąć. Potrafi zrobić awanturkę w przypadku rozbieżności. Nie wiem, czy dobra jestem w wychowywaniu, bo kiepsko idzie mi mówienie „nie”.  To jednak nic. Najważniejsze, że wszyscy zdrowi a Mała wspaniała. Zmienia się ekspresowo, dziś mieliśmy dwa pierwsze chwiejne kroczki. To jeszcze nie chodzenie, raczej taki przelot od skrzyni z zabawkami do mamy. Jednak wzruszenia morze.

 

niedziela, 10 stycznia 2016
Bobry w akcji

Jeżeli chodzi o bobry, to po pierwsze były to jednak bobry. Po drugie te bobry są nad wyraz skuteczne. Upatrzyły sobie urokliwe wierzby płaczące nad stawami. Powaliły już dwie. Miasto się nie poddaje. Osiatkowano drzewa. Będę obserwowała, czy to wystarczy. Koniec relacji. Był to wpis na życzenie :)

Powalona wierzba. To ona była początkowo jedynie nadgryziona.

Szopka

Pojechaliśmy na Starówkę. Pokazać Małej szopkę i choinkę. Mała cała w skowronkach, zafascynowana światłami, tłumem. Inny świat. Szopka nie zrobiła na niej wrażenia. Spojrzała na Dzieciątko ukryte w kamieniu i nic nie zrozumiała. My też nie, wolimy tradycyjne szopki w stylu drewnianej stajenki. Prości z nas ludzie. To wyszło też w Muzeum, gdzie ja poszłam do toalety a Mati z Małą zostali sami. Strudzony noszeniem Małej po wystawie Mati chciał przysiąść na fotelach, ale nadbiegł dziarski Pan Ochroniarz i zganił Matiego. „Toż to sztuka, Panie” krzyknął. „Nie siadać, nie dotykać”.

22:31, m.lenka
Link Dodaj komentarz »
Trzech Króli

W parku wrzawa. Zamarzło wszystko pięknie. Wszystkie stawy i kanały. Śniegu jak na lekarstwo, więc mamy doskonałe lodowisko o powierzchni kilku hektarów. Bajka.  Ludzie się cieszą. Wyjątkową okazję wykorzystują. Pieszo i na łyżwach podróżują po stawach. Przygoda jedyna  w swoim rodzaju.

06.01.2015

Mniam mniam

W naszej obecnie ulubionej piekarni  bywamy często (jest podjazd). Panie znają mnie i Małą. A ja znam na pamięć repertuar bułek i chlebów. Ostatnio po nas zakupy robiła klientka, która poprosiła o bułkę mniam mniam. Moje zwoje zapracowały ekspresowo. O jest jakaś nowa bułka. Mniam mniam się nazywa, więc może wymyślona specjalnie dla dzieci. Moje główkowanie trwało dokładnie sekundę, do czasu kiedy pani nabiła bułkę na kasę mrucząc; „Jedna mama mia”. Spojrzałam  na klientkę z życzliwością, od razu rozpoznałam w niej pokrewną duszę. Ja też widzę świat, szczególnie pisany, inaczej niż większość. Czasami czytam takie absurdy, że sama się łapię na tym, że muszę powtórzyć czytanie z większą dokładnością. A umysł klientki miał rację, to mniam mniam to lepsza nazwa dla bułki niż mama mia.

Wstrząsający sms

Poranek. Wstajemy z Małą. Idziemy do kuchni. Mąż w pracy. Wtem pyk. Wibracja oznajmia nadejście smsa. Umm. Myślę: Mąż śle buziaki, zapewnienia o miłości. Rozmarzam się.  Biorę telefon i czytam: „Wstrząśnij pigwą.” Bez odbioru.

08.01.2015

WOŚP
Poszliśmy do parku około południa. Po drodze spotkaliśmy starszego pana, rodziny, ojca z wózkiem, starsze kobiety, dzieci. Wszyscy obserduszkowani. Tylko pojedyncze osoby  plątały się po mieście bez serduszka. To jest chyba dowód na to, że czasami dobro łączy ludzi, weselej się robi w takiej wspólnocie. Przypomniało mi się, jak z Sis biegałyśmy po mieście z puszką, to był jeden z pierwszych finałów, trochę taka partyzantka. Sis była wolontariuszem, miała identyfikator a ja byłam jej ochroniarzem. Było zimno. Puszka była pusta, więc wrzuciłyśmy całe kieszonkowe. I jakoś poszło. Uzbierała się miarka. To jest prawdziwie wspaniałe, że po tylu latach Orkiestra gra nadal, a ludzie specjalnie wychodzą  na ulice, aby spotkać wolontariusza rozdającego czerwone serduszka.
czwartek, 07 stycznia 2016
Podsumowanie dekady blogowania

Ależ to brzmi. Dumnie (twórczość co prawda ułomna, ale własna). Przerażająco (było, minęło, nie wróci). Zazwyczaj przegapiałam wszystkie rocznice blogowe, jedynie pierwsza zrobiła na mnie większe wrażenie. Jakież było moje zdziwienie, że minął rok a ja ciągle piszę. Kolejne lata mijały, blog trwał, raz jako lekarstwo na smutki, raz jako rejestr zdarzeń.  Teraz minęło całe dziesięciolecie i muszę przyznać, że już od kilku dni nastraja mnie to refleksyjnie. Zmusza do podsumowań. Mam nadzieję, że obędzie się bez patosu. Kolejność będzie czasami przypadkowa. Wszystko się zazębia, bez jednych zdarzeń nie byłoby drugich.  Gdyby cokolwiek było inaczej, wszystko mogłoby potoczyć się inaczej. Postaram się jednak zachować chronologię.

Przeżyłam IT. Kluczowa życiowa decyzja. Czy słuszna? Chyba nie. Jednak wiele jasnych punktów jest dzięki niej na mojej mapie. Przede wszystkim ludzie. Niesamowici, tak, tak, to między innymi o Tobie Droga DoL. I o Koledze. I innych, którzy tu nie zaglądają, więc wymieniać nie będę.

Praca. Jest. Pozwala opłacać rachunki. Od dłuższego czasu nie rozwija. Mam wrażenie, że odsłoniła już wszystkie swoje cenne karty.  Dzięki niej poznałam wspaniałe osoby i widziałam kilka ciekawych miejsc. Mam też nadzieję, że pomogłam kilku ludziom.

Bez tej pracy nie byłoby w moim życiu MM. I to byłaby największa strata. Niewiarygodne jak jeden człowiek może zmienić nas swoją postawą. To taka moja prywatna wersja Gandhiego. Moja Mahatma, prawdziwie wielka dusza.  Ja nieokrzesana wariatka, rzucająca  w gniewie słowami jak kamieniami, ona oaza spokoju, nigdy nie na wojnie.  Święta. Wytrzymała ze mną i moimi humorami, w jednym pokoju, tyle lat.

Żagle, te mazurskie i przede wszystkim te morskie. Wielka przygoda tej dziesięciolatki. Prawie wszystkie urlopy były pływające. Wszystkie rejsy były niezapomniane, ale numer jeden, rejs nad rejsami to Dar w marcu 2011. Piękne chwile. Cudowne wrażenia.

Śmierć Mamy. Cały świat stanął na głowie, nic po nie było już takie jak przed. Cały rok wyjęty z kalendarza. W zawieszeniu, na przetrwanie.

Mati. Narzeczony kiedyś, teraz Mąż. Cały nowy rozdział. Chwalony i opisywany na bieżąco, więc nie będę czytelników zanudzać.

Mała. Absolutnie najważniejsza w całej tej dekadzie zmiana to pojawienie się na świecie naszej ukochanej Małej. Bycie mamą Małej to najpiękniejsza przygoda mojego życia.

Działka i dłubanie w ziemi. Na mini działce prowadzimy mini uprawy. Uczymy się zawodu nowego. Z przyczyn wiadomych ostatni sezon był dla mnie stracony, ale zamierzam to nadrobić w przyszłości. Działka symbolizuje mój transfer ze świata rozrywek oferowanych przez tętniące życiem miasto do świata sielskości naturze bliskiej.

Regiony, które stały mi się bliskie przez ten czas: Mazury, Śląsk, Beskid Niski. Miasto, które zrobiło największe wrażenie: Lizbona.

I to byłoby na tyle. Sama kwintesencja.

poniedziałek, 04 stycznia 2016
Prawie jak na morze

Z wielką ekscytacją szykowałam się dziś na spacer z Małą. Wyciągnęłam termiczną bieliznę i polary z dna szafy. Niewiarygodne, że stare gatki morskie, towarzyszki wielu przygód bałtyckich, przez samo swoje ponowne pojawienie się na horyzoncie mogą wnieść tyle radości w moje serce. Te barchany polarne mają w sobie zaklętą moc. Sam ich widok mnie uskrzydlił.

czwartek, 31 grudnia 2015
Mała tańczy

Dziś koniec roku starego, zwyczajowo należy szaleć, pić trunki i czuć się szczęśliwym. W tym roku u mnie bez spinki, spokojnie w domu z Dziadkami Małej i Mężem. Poszaleję z Małą (już tańczy, nóżka tu, nóżka tam), wypiję drinka matki karmiącej (sok porzeczkowy z wodą wyskokowa, bo sodową) i będę szczęśliwa. Fajnie mi, prawda? 

Wycieczka

Jeden dzień w miesiącu ma zawsze charakter uroczysty. Obchodzimy bowiem miesięcznice. Staramy się, aby każda była świętowana, ale różnie to wychodzi. Kiedyś to był nasz dzień na uroczystą kolację, kino lub inną atrakcję o charakterze randkowym. Takie małe przypomnienie dnia pierwszego spotkania. Teraz nasze miesięcznice mają podwójne znaczenie, bo w jedną z nich urodziła się Mała. Wydawałoby się, że z podwójnym powodem jest podwójnie atrakcyjnie. Nic z tych rzeczy. Teraz nie ma czasu nawet na połowę świętowania. W zeszłym miesiącu była jedynie pizza zamówiona do domu z ulubionej włoskiej knajpki. W tym miesiącu miała być nawiązka za wszystkie mniej uroczyste miesięcznice. Udaliśmy się do Wysowej na piękny spacer pośród słonecznych stoków i obiad w Gościnnej Chacie, którą niezmiennie uwielbiamy. Z radosnego spaceru wyszły nici, ponura mgła spowiła bowiem całą Wysową. Z obiadu także nici. Chata zamknięta na głucho, na cztery spusty. Ogólnie wrażenia mieliśmy mgliście dołujące. Mąż jednak bohatersko nie dał za wygraną, do Krynicy zaproponował wycieczkę. Pojechaliśmy. Przez mgły i szczyty. Jechaliśmy sobie wesoło, aż drogę napotkaliśmy zamkniętą, bo zima, której nie ma. Nawrót. Ale nie, jednak znowu z powrotem, będziemy jechać bardziej bocznie. Jedziemy. Robi się ciekawie, droga z płyt, na lewo pastwisko za elektrycznym pastuchem, po prawej też, nie wiadomo jak bardzo bezkresne, bo wszędzie mgła. Telepie nami. Mała szczęśliwie śpi. Odliczamy metry do zjazdu z płyt w bezkresie. Już tylko 500, 300. I stop. Droga nieprzejezdna, drzewo sobie na drodze odpoczywa po latach stania obok. Nie wiemy, czy bardziej jesteśmy zdumieni, rozbawieni, czy wściekli. Zawracamy, znowu telepie. Jedziemy. O jest objazd. Do trzech razy sztuka. W końcu docieramy do Krynicy. Do Cichego Kącika idziemy się posilić. Tu na szczęście miło i ciepło, bez niespodzianek. Ot, taka miesięcznica do zapamiętania nie przez to gdzie, ale jak dotarliśmy.

środa, 30 grudnia 2015
Boże Narodzenie 2015


W tym roku było wyjątkowe, wiadomo, pierwsze z Małą, dodatkowo całkowicie wiosenne. Zamiast białości była zieloność, nie tylko choinki, zamiast marudzenia o braku magii, magia totalna rozpylana przez Małą. Tak sobie myślałam, że tu i teraz często nas rozczarowuje, narzekamy, że jest za mało biało, za mało wesoło, za mało inaczej, a przecież tu i teraz powinno być najważniejsze, innego teraz nie ma, inne przyszłe może być inne niż wymarzone lub wcale może go nie być. A tu jest i teraz też jest. Nic tylko cieszyć się, że jest nam dane. Łatwo tak pisać, kiedy Mała daje szczęście a trosk osobistych większych nie ma. Życzę Wam w 2016 roku dużo radości w każdej chwili i braku trosk poważnych. Niech Wam się szczęści! Całusy!

czwartek, 17 grudnia 2015
Mała już nie taka maluśka

Moja Mała jest już taka duża. Złości się, kiedy nie może, a by chciała, ucieka mamie tam, gdzie ją oczy niosą, uwielbia jeść owoce, na warzywa kręci nosem. Tańczy już nawet, znaczy podryguje do skocznych melodii. Pokazuje paluszkiem, gdzie mamy iść.  Wszystko ją ciekawi. Właśnie przesiadła się na „dorosły” fotelik w samochodzie. A ja ciągle się dziwię, że to już, że już nie taka maluśka, że w tych innych wózkach to są teraz mniejsze dzieci.

środa, 16 grudnia 2015
Goście, goście
Dziewczyny przybyły z darami, smakołykami. Miło było spotkać się w to ponure niedzielne popołudnie. Szkoda, że tak rzadko ostatnio mamy możliwość spotkania się w tym gronie. Znaczy grono ma możliwość, to ja urwałam się z tego grona. Coś za coś. Mama nie ma zbyt często czasu na takie rozrywki. Mama, w sumie, to nigdy nie ma czasu na nic. Każda chwila „dla siebie” jest cenna podwójnie od kilku miesięcy. Nastąpiła spektakularna reorganizacja spowodowana drastyczną zmianą priorytetów. Trzeba w tym wszystkim szukać równowagi. Prawdziwą przeszkodą jest skrajowość Skraju, tu trudno wpaść na chwilę i trudno wyrwać się na chwilę. Mało komu chce się tak daleko jechać . Tym bardziej jestem wdzięczna dziewczynom, że przebyły taki szmat drogi, aby odwiedzić mnie w urodziny. Całusy!
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 59